RSS
środa, 20 stycznia 2010
Noe i wieloryb

Z nazwy przypominają wiekopomny projekt Ivan i Delfin. Ze słyszenia znani mi wcześniej za sprawą, całkiem wpadającego w uszko, kawałka Five Years Time. Londyńska formacja Noah And The Whale. Zaszufladkowana jako indie-folkowa. Niech będzie.

Za sprawą jednego z rocznych podsumowań, które dosyć łapczywie przeglądałem na przełomie dat, trafiłem na ich drugą płytę The First Days Of Spring. Trochę dziwne, że tylko za sprawą jednego z nich, bo też co to jest za album! Rozstanie. Złamane serce. Nie masz nic. Ale towarzyszy Ci orkiestra. No i zawsze przecież przychodzi wiosna. Słodki banał, ale jakże melodyjny. Od dłuższego czasu nie słuchałem niczego z taką przyjemnością.

00:06, bezpaniki
Link Komentarze (2) »
środa, 13 stycznia 2010
I znów pornus w teledysku

Nie tak dawno głośno było o piosence i klipie Pussy zespołu Rammstein. Należałem do grupy raczej zdegustowanych. Nie tyle samym teledyskiem, co pomysłem na promocję.

Zwiastując swoją nową płytę Heligoland, zasłużona formacja Massive Attack także sięga po niby-podobny chwyt. W klipie do utworu Paradise Circus widzimy stareńką "gwiazdę" filmów dla dorosłych z lat 70-tych ubiegłego wieku. Jej wspomnienia i opowieści przeplatane są fragmentami jej dawnych wystąpień.

Przyznam się, że gdy otrzymałem informację o tym video, pomyślałem z irytacją: "Jak to, znowu? To już trzeba się promować w taki sposób? Bo inaczej nie będzie publicity?"

Ale, oglądając i słuchając Paradise Circus poczułem się, hmm, poruszony. Ale nie w sensie erotycznym. Raczej refleksyjno-estetycznym. (I trochę się uśmiałem ze stylistyki pornusów z tamtych lat.)

Sprawdźcie sami, jeżeli jesteście pełnoletni, klikając tutaj.

23:49, bezpaniki
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 grudnia 2009
Wesołych

Wiecie po co są Święta Bożego Narodzenia?

Żeby się przytulać. Miłego :)

 

22:49, bezpaniki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 grudnia 2009
Vivat Ars Cameralis

Tyle się działo. Poważnie. Tyyyle. I jeszcze trochę.

Dźwięki. Obrazy. Rozmowy. Nawet autografy na płytach. Tylko Grizzly Bear nie dojechali (podobno specjanie i nie pierwszy raz wywinęli taki numer) i zamiast na Andrew Birdzie leżałem złożony chorobą w łóżku.

Co oni wymyślą w przyszłym roku? Nie mogę się doczekać, aby się przekonać. Byle do następnej jesieni.

20:37, bezpaniki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 listopada 2009
Płyty za darmo

Dostałem dziś paczkę z płytami. Jedną z nich był debiut New Century Classics Natural Process. Pisałem już tutaj o nich. Post-rockowo, melodyjnie, jesiennie i cholernie ładnie. Aczkolwiek mało oryginalnie.

Do płyt dołączona była kartka z informacją, że to albumy, które będą dostępne za darmo. Nie, nie żadne empetrójki, tylko płyty. Do tego starannie wydane i - przynajmniej jeżeli chodzi o NCC - wartościowe muzycznie.

Na taki krok, dotyczący trójki "swoich" artystów zdecydowało się wydawnictwo FDM. Szczegóły tutaj.

Jeżeli ktoś uważa, że 0 zł to niewłaściwa kwota - może zapłacić więcej.

Ciekawy eksperyment. Chodzi o fizyczne albumy debiutantów! Życzę powodzenia na miarę Radiohead i ich In Rainbows

00:16, bezpaniki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 października 2009
Wielki banan na twarzy

Przynajmniej u mnie. U Was nie? To zobaczcie i posłuchajcie koniecznie...

BANDAGED TOGETHER - All You Need Is Love

I jak, lepiej?

Oprócz składu tej charytatywnej grupy, zwraca uwagę także cudna nazwa. Gra słów do wykorzystania na lekcjach angielskiego. Angliści do dzieła.

17:01, bezpaniki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 października 2009
Słodka dyspozycja

Dla odmiany, wieczorem w ucho wpadło mi coś bardzo fajnego. Ale w innym radio. Kapela nazywa się The Temper Trap. Z tego, co zdążyłem się zorientować, jej członkowie pochodzą z Australii.

Jak dla mnie, singlem Sweet Disposition mogą zawojować znacznie większą część świata:

Kojarzą mi się trochę z innym tegorocznym debiutantem - The Big Pink. Oni też mnie swego czasu przyszpilili.

22:37, bezpaniki
Link Dodaj komentarz »
"Pussy" z rana jak śmietana

Mało brakowało, a zadławiłbym się dzisiaj śniadaniem. Antoni Piekut, goszczący u Wojciecha Manna w Trójce przyniósł bowiem do studia najnowszą płytę zespołu Rammstein. Ba, on ją nawet we fragmentach wyemitował. I nikt mu nie przerwał.

Nowa płyta tego zespołu wciąż czeka u mnie na rozpakowanie z folii. I się nie doczeka. Bo to album wykonawcy z gatunku "wiem co będzie i aż się boję sprawdzać czy może tym razem nie mam racji". Jak to dobrze, że publiczny nadawca bierze to na siebie w spokojny, niedzielny poranek.

Ja wiem, że R+ ma w Polsce tabuny fanów. Że będzie koncert w Spodku, na który już od dawna nie ma biletów. Ale żeby katować słuchaczy w niedzielę o 10.45 rano tymi dźwiękami? Ktoś powie, że to ciężkie i epickie. Mnie natomiast nasuwają się inne określenia, ale po co mam obrażać fanów...

Była pioseka o gwałcicielu z Austrii. Dobrze, że nie znam Niemieckiego. Był nawet, zapowiedziany jako "satyryczny", żałosny singlowy utwór Pussy poprzedzony krótką analizą niesmacznego do granic możliwości tekstu. Niestety, znam angielski.

Nie zadławiłem się, bo już niejedno słyszałem, ale boję się, że dopadnie mnie niestrawność...

Kolega powiedział mi, że słyszał, jak ktoś w Trójce mówił, że nie będą grać nowej Chylińskiej. Faktycznie, lepiej rżnąć z rana niemiecki, jakże epicki, industrial metal. I właśnie za to warto zarejestrować się w Komitecie Miłośników Trójki i - oprócz abonamentu - wpłacić kilka stówek.

11:37, bezpaniki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 października 2009
Dwa słońca Natashy

Do pewnych płyt dojrzeć muszą okoliczności. Świat musi zżółknąć. Wieczory muszą rozpanoszyć się już po południu. Herbata musi stać się bardziej aromatyczna. I piwo musi zacząć kusić w postaci grzanej.

Tak jest z drugim albumem Natashy Khan vel. Bat For Lashes Two Suns. Płytę posiadam od kilku miesięcy, ale przesłuchałem raptem kilka razy. Doceniłem, a jakże. Pomyślałem, że Tori Amos i Kate Bush, ale... przelotne to było spotkanie. Bo do pewnych płyt dojrzeć muszą okoliczności. Wtedy dopiero można dać się wciągnąć.

I co z tego, że okładka jakaś taka... :) I parę słabszych kompozycji też wybaczam.

17:46, bezpaniki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009
PZJ #3

Jesień zdążyła się już zmienić w zimę, która sparaliżowała część kraju. Nawet DJe w niektórych stacjach radiowych pozwalali sobie na prezentację Last Christmas. Na szczęście od przyszłego tygodnia ma wrócić polska złota...

A tymczasem premiery muzyczne wyrastają jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Przy tak zimnej aurze, te przysłowiowe są jedynymi jakie pozostały biednym grzybiarzom.

Muniek - Tina

Zygmunt Staszczyk zapowiada swoją solową płytę, tworzoną we wsółpracy z Janem Benedekiem, dawnym gitarzystą T.Love. Ten duet ma koncie m.in. Kinga i Warszawę, więc szykuje się chyba niezła rzecz.

Całość zwiastuje żółciutki, mokry od śniegu, listek-singielek zatytułowany Tina. Śnieg bardzo pasuje do tego nagrania. Ale przekonajcie się sami. Np. tutaj (wybaczcie kiepską jakość, lepszej nie znalazłem, a nie będę piracił).

Pustki - Kalambury

Po znakomitym Końcu kryzysu Pustki wydają płytę z tekstami polskich poetów - Kalambury. Premiera - 23 października. Gościnnie na albumie mają wystąpić: Katarzyna Nosowska i Artur Rojek.

Na forpocztę tego wydawnictwa wybrano nagranie tytułowe do tekstu Władysława Broniewskiego. Co ciekawe, współautorem muzyki jest niejaki Muniek Staszczyk. Do posłuchania tutaj.

Co jeszcze ciekawsze, zachowało się nagranie ze wspólnego wykonania tej piosenki przez Muńka i Pustki.

I która wersja lepsza, studyjna czy internetowa?

11:07, bezpaniki
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28